czwartek, 5 listopada 2009

kiermasz hand made i rękawiczki

zapraszam osoby z Trójmiasta (lub tymczasowo przebywające :)) na imprezę, która odbędzie się w tą sobotę w Stacji Orunia. Zapowiada się ciekawie: oprócz kiermaszu (na którym będę oczywiście) będą pokazy mody vintage, recykling show, warsztaty zdrowego żywienia i inne atrakcje.

***

a to jeden z moich ostatnich wytworów:
miękkie, ciepłe, grube, kolorowe, kontrastowe i w ulubionym zestawie kolorystycznym.

środa, 4 listopada 2009

z pracowni szalonego kapelusznika

dziś spokojnie. klasyczny, czarny kapelusz z rondem, ozdobiony drapowaniem. powstał jako dowód wdzięczności dla Pewnej Osoby, która podarowała mi kołowrotek :)
próby przędzalnicze już wkrótce...

poniedziałek, 2 listopada 2009

jak widać na zdjęciach. w planach była opaska, ale okazało się, że może też mieć szereg innych zastosowań.

sobota, 31 października 2009

romantycznie się zrobiło

a tak mnie naszło. bransoletka z wfilcowaną koronką bawełnianą i wyszywana szklanymi koralikami. dzięki temu, że dziurki [tychże koralików] są posrebrzane mienią się one [koraliki] bardziej niż klasyczne szklane. a tak to się prezentuje:


kurs filcowania

w czwartek, 29.10 miałam przyjemność poprowadzić kurs filcowania dla instruktorek Warsztatów Terapii Zajęciowej w Elblągu. było przemiło i mimo, że program był dość intensywny, gdyż obejmował całą podstawową wiedzę z filcowania (kulki, dredy, kwiaty, formy przestrzenne - torebka) moje pojętne uczennice świetnie sobie poradziły.


wtorek, 27 października 2009

z pracowni szalonego kapelusznika

no kto powiedział, że kura domowa nie może być elegancka, hę?


a teraz parę słów wyjaśnienia. myśl o zrobieniu sobie filcowego toczka prześladowała mnie już od jakiegoś czasu. podczas przeprowadzki w szale porządkowym wyrzuciłam mój ukochany toczek, zdobyty kiedyś w lumpeksie, myśląc że i tak nie będę go nosić i że jest zbędnym gadżetem. a kilka dni temu Karolina ukłuła mnie szpilą zazdrości pokazując jakie cudo ostatnio zrobiła (o TU). tego było już za wiele!!! szalony kapelusznik odrzucił w kąt racjonalność i pytania o sens tworzenia takiego bezużytecznego gadżetu i popełnił właśnie to, co widzicie powyżej. można go dostać w swoje łapska TU. albo uśmiechnąć się do mnie mejlem ;)

poniedziałek, 26 października 2009



kolejne zamówienie bransoletkowe wykonane. dziś pofrunie daleko, bo do anglii. a ja tymczasem lecę się bawić w szalonego kapelusznika ;). efekty zmagań może jutro ;)

piątek, 23 października 2009

reaktywacja


sztuk dwie sztuki znów działają! zapraszamy na oglądanie :). więcej zaprezentujemy w sobotę.

wtorek, 20 października 2009

zwykły kamień

otóż nie, w jego wnętrzu kryje się mydełko o zapachu grejpfrutowym. po zmoczeniu zaczyna się pienić i służy jako gąbka, która miło (nie za mocno, nie za słabo) szoruje skórę podczas kąpieli. a gdy skończy swoją misję zdobi łazienkę swoją prostą, naturalną formą.

***

i jeszcze powtórka pewnego starocia na zamówienie klientki z Pakamery. strasznie upierdliwie się to robi, ale lubię efekt końcowy:

niedziela, 18 października 2009

dziś dwie rzeczy na mrozy: rękawiczki i pasek - ogrzewacz nerek ;)





i jeszcze jedna stara rzecz - kieszeniak. mimo, że ma ponad rok to wciąż nie mogłam zrobić mu jakiegoś sensownego zdjęcia więc dopiero dziś się pojawia.


piątek, 16 października 2009

no i wreszcie z głowy...

... czyli mgr w kieszeni, można wreszcie działać z czystym sumieniem :)

a promotorowi w podziękowaniu dałam takie oto papucie :) chyba się ucieszył, mimo, że nie chciał przymierzyć ;)

sobota, 10 października 2009

hurra! mini warsztat filcowy gotowy, a więc można działać. ostatnie dni spędzam na filcowaniu, w drodze są inne twory, ale tylko ten jest wykończony i obfotografowany. reszta pojawi się pewnie za dni parę. jakoś nie mogę cały czas oprzeć się wrażeniu, że jakaś taka góralska mi wyszła ta torebka...



żeby nie było smutno ;) to dodam też nowe zdjęcia kota. no gdzie by on miał lepiej? :)


sobota, 3 października 2009


taki tam drobny eksperyment. praca skończona, termin obrony wyznaczony. czas się rozkręcać filcowo ;) zaczynam od drobiazgów żeby się nie zamęczyć. muszą przejść test jakości u osoby noszącej kolczyki czy to się w ogóle da nosić i czy jest wygodne (ja nie mam dziur więc się nie znam). jak przejdą go pomyślnie to powstanie cała seria w różnych kolorach i formach. a Wy co o tym sądzicie?

sobota, 29 sierpnia 2009

nadrabiam zaległości

to znowu ja, mgr poszło trochę do przodu więc mogę sobie pozwolić na odrobinę czasu wolnego. troszkę się pozmieniało u nas przez ten miesiąc nieobecności ale o tym za chwilkę. tymczasem chcę zaprezentować moją nową fascynację - drukowanie na tkaninie. pomysł ten siedział w mojej głowie od jakichś 2 lat, tym bardziej, że z poligraficznej rodziny jestem (po mieczu i po kądzieli) i wżeniam się w drukarza, więc mam to we krwi i nabyte ;). pomysł sobie kiełkował, kiełkował, aż wreszcie dziś ujrzał światło dzienne. na początek bardzo skromny projekt - ścierka do naczyń, ale czasu też jeszcze nie mam na tyle dużo żeby rzucić się na coś monumentalnego. wiem jedno - zakochałam się w tej technice i na pewno będę chciała więcej.



a teraz o zmianach, którymi chciałam się pochwalić. po pierwsze, wreszcie mogę zaprezentować w pełni to, co pokazałam w kawałku kilka postów wcześniej. otóż to co wtedy dłubałam było haftem na tkaninie o wymiarach 250x50 cm, która teraz jest zainstalowana za szybą w kuchni. jest to bardzo fajna alternatywa dla kafli, zarówno w kwestii wyglądu jak i wygody. wisi sobie u nas już z miesiąc i powodów do narzekań jeszcze nie znalazłam choć korzystam z kuchni intensywnie - i przetwory były robione rozmaite z pestkowaniem wiśni, gdzie sok chlapał na prawo i lewo, i różne rzeczy smażone z pryskającym olejem. straszliwie ciężko było zrobić dobre zdjęcia bo światło się odbijało w szybie i nie było jak podejść ale tak to mniej więcej wygląda:


kolejnym powodem do radości jest to, że wreszcie po pół roku mieszkania dorobiliśmy się umywalki :). trudny jest los osoby, która musi mieć wszystko dokładnie takie jak sobie zaplanowała i ze mną zazwyczaj tak jest :). wykombinuję sobie coś ku przerażeniu R i zaczyna się szukanie po wszystkich możliwych sklepach świętego Graala, którego oczywiście nie znajdujemy. w międzyczasie jest miliard awantur, moich histerii, dołów przepastnych itp. po czym stwierdzam: ZROBIMY TO SAMI (ku jeszcze większemu przerażeniu R). no i zabieramy się do dzieła. konstruowanie od podstaw stolika, w połowie roboty zmiana planów - stolik zostanie przerobiony na półki do schowka a my kupimy stary stolik na allegro, zedrzemy z niego opalarką lakier (2 dni), później jeszcze tylko tydzień szlifowania, 2 dni piłowania, docinania i innych działań mających na celu przysposobienie stolika do naszych potrzeb (czyli zmienienie go w całkowicie inny stolik ;)). no a potem już z górki: 2 dni bejcowania i lakierowania, instalacja hydrauliki - jak zwykle okazuje się, że czegoś zabrakło [kłótnia], wycieczka do sklepu, instalacja 1 [nie da się wkręcić wężyka], instalacja 2 [cieknie], istalacja 3 [teraz drugi cieknie]. nie pamiętam już po ilu razach wszystko było OK, ale ostatecznie się udało. całość oczywiście była doprawiona karczemnymi awanturami, dobromirskimi pomysłami (od czego jest kreatywność) no i wreszcie jest. i wygląda dokładnie tak jak miało wyglądać. rama lustra z okna, szufladki sprawne, tylko skrócone na potrzeby instalacji hydraulicznej, dzban będzie jeszcze malowany, a wyrastać z niego będą wiechcie papirusu lub innej trawiastej rośliny. jak mi jeszcze starczy życia to na ścianie będzie pomarańczowy szablon. a na razie jest tak:

a na sam koniec jeszcze jedno foto z moją nową fryzurą i nowym kotem tzn. tym samym ale większym (ktoś go podmienił???)

wtorek, 21 lipca 2009

ulubione kolory

i ulubiony kot :).
wkrótce może nastąpi renesans mojego filcownictwa i paru innych rzeczy... a tymczasem pozdrawiam znad mgr tych, którzy tu jeszcze zaglądają.